poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Pięć cech dobrego serialu paradokumentalnego

Seriale paradokumentalne stały się czymś normalnym w ramówkach telewizyjnych. Przywędrowały do nas kilka lat temu z Niemiec i od tego czasu towarzyszą widzom przeróżnych stacji. Gościły nawet w telewizji publicznej. Nadawcy także je pokochali, gdyż za niską cenę produkcji mogą zaoferować odbiorcom nieco fabuły. Zawodowi aktorzy i studio cenią się dużo bardziej od gromady amatorów i wykorzystania zwykłych mieszkań. Są paradokumenty lepsze i gorsze. Jakie są cechy dobrej produkcji?

Interesujące wizualia: scenografie, kadrowanie

Paradokumentom można wiele wybaczyć, ale nie powinny odpychać wyglądem. Nieźle wyglądające i dobrze oświetlone wnętrza, dużo plenerów, niestosowanie w montażu tandetnych filtrów mogą podnieść urodę serialu. Nie sprawią, że "Dlaczego ja?" stanie się "Grą o Tron", ale lubimy ładne rzeczy, prawda?

Historia trzymająca się ziemi

Przygody księży-ojców (takich ojców dzieci, nie zakonnych) czy egzorcystów może i są oryginalne, ale dobry paradokument powinien oferować trzeźwiejszą historię. Praca policjantów czy życie rodziny są dobrym punktem wyjścia. Warto uważać, aby nie wpaść w klisze i np. banalne przygody czterdziestolatków są tą drugą skrajnością, zbyt nudną jak na produkcję telewizyjną.
Źródło: http://www.fakt.pl/kobieta/plotki/paradokument-z-misja-w-telewizyjnej-dwojce/vftmh7h

Fabuła, która potrafi zaskoczyć

Nie mam na myśli badziewnych zwrotów akcji, ale już np. ukazanie wielu punktów widzenia bohaterów danego wydarzenia budzi zainteresowanie. Dużo lepiej ogląda się seriale, w których nie wiemy, jak akcja się zakończy. Oczywiście to tylko paradokument, ale są produkcje radzące sobie z fabułą. Dodatkowe punkty mogą polecieć za brak klasycznego happy endu.

Minimum gry aktorskiej

Amatorzy czy statyści są nieporównywalni z zawodowymi aktorami – to oczywistość. Istnieje jednak pewna granica pomiędzy przeciętną grą a sabotowaniem produkcji. Szczególnie łatwo poślizgnąć się na scenach emocjonalnych, np. płaczu, kłótni. Niestety zdarzają się reakcje irracjonalne, jak np. tłumiony śmiech podczas opłakiwania zawodu miłosnego. To duży błąd i powinien zostać wyłapany.


Brak wszechwiedzącego lektora

Lektor w paradokumentach dopowiada te rzeczy, których – ze względu na długość serialu lub zawiłość fabuły – przeciętny widz może nie wyłapać. Generalnie im go mniej, tym lepiej. Szczególnie potrafi zirytować, jeżeli tłumaczy widoczne reakcje bohaterów. Serio, potrafię po 20 minutach oglądania zrozumieć, że ta kobieta może mieć problem z wybaczeniem zdrady mężowi. Nie muszę o tym słyszeć od wszechwiedzącego tajemniczego głosu.

Seriale paradokumentalne nie są szczytem fabuły czy realizacji, ale przy odrobinie chęci mogą być lekkostrawne, gra aktorska amatorów – do przełknięcia, a historia – nieoperująca na kliszach i wziętych z powietrza zwrotach akcji.

sobota, 12 sierpnia 2017

Wielki test prognoz pogody

Ostatnie dni w Polsce upłynęły przede wszystkim pod znakiem groźnych burz z intensywnym deszczem, silnym wiatrem i opadem gradu. Jest to jedna z cech naszego klimatu: latem dociera do nas ciepłe i wilgotne powietrze, w którym powstają burze.
Spędzając czas na urlopie czy w pracy chcemy wiedzieć, jaka będzie pogoda. Najczęściej ciekawi na aura dnia jutrzejszego: czy będzie padać, czy trzeba będzie włożyć na siebie kurtkę. Tych informacji szukamy w prognozach pogody. Tylko która jest najlepsza? Czy najlepsze dane znajdziemy w telewizji, a może w Internecie?

Przebieg badania 🌈


Przez pierwsze siedem dni sierpnia notowałem prognozy pogody na następny dzień w trzech stacjach telewizyjnych (Polsat – zbieżne z portalem twojapogoda.pl, TVP, TVN), trzech portalach (Onet, Wirtualna Polska, Interia) oraz dwóch modelach meteorologicznych (UM – meteo.pl, EMS – meteoprognoza.pl) dla trzech miast: Krakowa, Poznania i Warszawy. Każda prognoza została porównana z danymi ze stacji meteorologicznych (ogimet.com, źródło danych: IMGW).

Brałem pod uwagę wysokość temperatury maksymalnej w ciągu dnia, zachmurzenie (np. jeżeli rano było duże, a popołudniu małe, to w całym dniu uznałem je za umiarkowane) oraz zjawiska (deszcz, burza).

Jeżeli jesteś ciekawy porównania telewizyjnych prognoz pogody w warunkach zimowych, zajrzyj tutaj.

Wyniki ⛅


Dane w postaci surowej przedstawiam poniżej.
Wykresy temperatury:

Wartości odchylenia standardowego temperatury z prognoz porównanej z temperaturą rzeczywistą. Im wyższa liczba, tym lepiej sprawdziła się prognoza:
Policzyłem także sprawdzalność prognoz zachmurzenia i zjawisk pogodowych. Jeżeli się sprawdziła, dana strona/stacja otrzymywała 1 punkt. W każdej kategorii każda prognoza mogła zgarnąć maksymalnie 7 punktów.
Trzy wartości najwyższe w każdym z miast zaznaczono na zielono, wynik najgorszy na czerwono.

Kto wygrał, kto przegrał? ☂


Generalnie najrówniejsze i najlepiej sprawdzalne prognozy oferowały modele UM/meteo.pl i EMS/meteoprognoza.pl.

W starciu telewizji wygrała TVP, chociaż TVN nie ustępuje znacząco – w przeciwieństwie do słabszych prognoz Polsatu/twojapogoda.pl. Także zimą Polsat wypadł najgorzej, tak więc można uznać, że słoneczna telewizja odstaje od konkurencji z Wiertniczej i Woronicza.

Interia zaprezentowała się nieznacznie lepiej (w kategorii portali) od Onetu i Wirtualnej Polski i trochę gorzej od zwycięzców porównania.

Warto pamiętać, że to analiza tylko z siedmiu dni i trzech miast. Test mógłby być dogłębniejszy, ale cóż, nie można mieć wszystkiego 😉

czwartek, 3 sierpnia 2017

Forum TVP - relikt dawnych lat

Niełatwo poczuć się staro, widząc portale społecznościowe. Łatwość wyrażenia opinii pod swoim nazwiskiem na jakikolwiek temat (także telewizyjny) jest niesamowitą sprawą. "Za moich czasów", 10-15 lat temu, o mediach można było pogadać w komentarzach na Onecie (pozdrawiam Jasia Śmietanę! 😃 ).

Albo na forach dyskusyjnych.

Fanów telewizji zrzeszały przeróżne Medialinki, Satnewsy, Satkuriery. Telewizja Polska także miała swoje forum dyskusyjne. Ciężlo o lepszą definicję reliktu przeszłości, jak właśnie te konkretne forum.

Nie tylko o TVP


Swój bieg w historii zaczęło pradopodobnie w 2005 roku pod niezmienionym do dzisiaj adresem forum.tvp.pl. Dyskutowano w nim głównie o przeróżnych audycjach emitowanych na antenach Telewizji Polskiej. Wydaje mi się, ale na początku rejestracja nie była niezbędna do udzielania się w wątkach. Z czasem wprowadzono obowiązek posiadania własnego konta w serwisie.
Tak wyglądało forum TVP w 2007 roku (źródło: Internet Archive)
Z forum musiało korzystać całkiem dużo osób w przeszłości. Z łatwością w serwisie Internet Archive można znaleźć liczne tematy z kilkudziesięcioma komentarzami.

Do jakości dyskusji podchodzono – nazwijmy to tak – z przymrużeniem oka. Jacyś moderatorzy pracować musieli, chociaż zastanawia dosyć duża liczba wątków spamerskich. Nawet jeżeli istnieli, to nie było niczym dziwnym zauważyć tematy o biciu dzieci przemieszane z fafnastymi wspominkami Dragon Balla. Serio, anime w okolicach 2007-2008 roku przefruwały przez fora dyskusyjne niczym Concorde.
Dragon Ball, telegazeta, para po ślubie - wszystko w dziale "Widzowie o TVP"

Pacjent żyje, ale na kroplówce


Obecnie forum TVP (te prawdziwe, bo istnieje jeszcze tvpforum – pozdrawiam!) jest półżywe. Nie powinno to dziwić, wszak teraz widzowie maltretują stacje o emisje Dragon Balla czy czegokolwiek innego na Facebooku. Aktywność w niektórych działach jest wręcz porażająco niska.
Tak wygląda ostatni wątek w dziale Wiadomości. Widzowie są trochę mało rozmowni...
Trzeba jednak oddać, że wątki serialowe (oraz – co zaskakujące – temat o Jednym z Dziesięciu) nadal cieszą się umiarkowanym zainteresowaniem forumowiczów.

Problemem takich forów podpiętych pod stacje telewizyjne był niski poziom dyskusji. Albo tematów nie moderowano, albo ograniczano się do usuwania spamu. Co dziwi, bo ewidentne obelgi kierowane pod adresem stacji gładko przechodziły. Poza tym niska liczba użytkowników w późniejszym czasie zabijała rozmowę. Część osób być może raziło to, że na forum TVP... nie wypowiada się nikt z TVP! Szok!
Czy tylko mnie coś w stopce forum nie pasuje?
Telewizja Polska nie była jedyną spółką medialną chcąca zapewnić widzom platformę do rozmów (taaa, na pewno). TVN także posiadał (i posiada do teraz) swoje forum, chociaż z poziomu portalu tvn.pl ciężko je znaleźć.
Ktoś musi uwielbiać Harrego Pottera

Przyszłość wydaje się nieunikniona


Nie oszukujmy się, telewizyjne fora dyskusyjne nie pełnią swojej funkcji. Ani nie są telewizyjne (dużo spamu), ani dyskusyjne (mało kto na nie wchodzi). Czas zgasić światło. Dlaczego ani TVP, ani TVN tego nie robi? Może ktoś zapomniał o zalegających na serwerach forach? 😉 Może warto trzymać taki wentyl bezpieczeńśtwa dla 10 spamerów (i garstki ludzi rozmawiających o Jednym z Dziesięciu)?

sobota, 29 lipca 2017

Czy disco polo jest tak ludowe, jak niemieckie szlagiery?

Niemiecka telewizja jest wdzięcznym tematem do obserwacji przez polskiego miłośnika mediów. Chociażby dlatego, że wielokrotnie stanowiła wzór dla naszych nadawców. To z Niemiec przywędrowały na przykład paradokumenty. Nie im jednak poświęcę czas, a niemieckim odpowiednikom disco polo – szlagierom oraz Volkstümliche Musik.
Silvesterstadl 2016 w Graz
Źródło: https://www.wien-ticket.at/en/events/40229/silvesterstadl-tv-sendung-2016-stadthalle-graz
Korzenie tej muzyki sięgają do początków XX wieku. To melodie łatwe, proste, o banalnych tekstach. Czasami mocniej nawiązujące do muzyki ludowej, czasami do elektronicznej czy tanecznej. W momencie ekspansji telewizji także publiczni nadawcy zainteresowali się tym gatunkiem. Sztandarową produkcją była ZDF Hitparade. To w niej występowały takie zespoły, jak np. Modern Talking (warto zaznaczyć, że zdobyli popularność zanim zaczęli być eksploatowani przez niemieckie media publiczne). Inny zespół, tworzący nieco mniej w nurcie disco, Die Flippers, prezentuję poniżej.


Ostatnią ZDF Hitparade wyemitowano w 2000 roku. Ta muzyka nadal jest obecna w mediach, ale rzadziej niż w przeszłości.

Pewnym rodzajem szlagierów (to duże uproszczenie) jest Volkstümliche Musik. Nie jest to typowa muzyka ludowa – inspiracje np. kulturą alpejską są dosyć luźne, ale wyczuwalne. Utwory także cechują się pewnym banalizmem tekstów. Niemieckie media publiczne emitowały od groma audycji z tym gatunkiem, posłużę się przykładem Musikantenstadl/Silvesterstadl, który jest nieprzerwanie produkowany od 1981 roku. Można go zobaczyć w Das Erste.


Czy te dwa gatunki muzyczne należą do nurtu popularnego? Tak. Czy wykorzystywały uwspółcześnione kompozycje utworów (ocierające się czasami o disco)? Oczywiście.

Warto zwrócić uwagę na to, jak ta muzyka jest prezentowana przez niemiecką telewizję. Najpopularniejsze audycje to duże wydarzenia z masą widowni. Prowadzący pozwalają sobie na luźne rozmowy i pogawędki. Całość mniej lub bardziej przypomina typowe dla niemieckiej kultury biesiadowanie. Jest to oczywiście pewna kreacja, tym celniej trafiająca w rynek, bo tkwiąca w tradycji i kulturze.

W Polsce disco polo postanowiono przemycić jako muzykę dyskotekową. Odcina się ona raczej od lokalności, stawiając (szczególnie współcześnie) na pewną internacjonalizację przekazu. Temu służą np. dziesiątki podobnych scenografii (dyskoteka, zagraniczny plener etc.); bardziej swojskie elementy pojawiają się w żartobliwych utworach. Media ograniczają obecność disco polo do koncertów z nowoczesną oprawą, prowadzącymi o stylu raczej skierowanym do młodych. Utwory w stylu muzyki dance jeszcze mocniej wpadają w tę kliszę.



Dlatego nie zgadzam się z tym, żeby nazywać disco polo muzyką ludową (czy uludowioną). Producenci i nadawcy telewizyjni usilnie odcinają się od lokalności. Koncerty disco polo są jak każde inne. Nie tylko w Niemczech, ale także w Polsce to uliczni czy karczmiani grajkowie stanowili bazę do rozwoju współczesnej muzyki ludowej. Tego elementu społecznego czy socjalizującego w naszym disco polo nie ma zbyt dużo. W Polsce (głównie na wsiach, chociaż nie tylko) nadal istnieją festyny, które są bliższe niemieckim biesiadom, niż koncertom z tłumem stojącym pod sceną.

Volkstümliche Musik próbowała przeszczepić na nasz rynek telewizja TVS pod postacią śląskich szlagierów. Czy im się udało? W moim rodzinnym Kępnie jeszcze 10 lat temu mało kto słyszał o tym gatunku. Obecnie artyści tego nurtu występują częściej lub rzadziej na koncertach, a kilkukrotnie telewizja TVS zorganizowała w mieście finał Listy Śląskich Szlagierów. Potencjał istnieje. Nie mam wątpliwości, że producenci nadal będą wpychać nam disco polo jako dance. W końcu jeżeli przez lata uważało się lokalność czy regionalność za coś złego i niedającego się wpasować do współczesnej kultury...

poniedziałek, 24 lipca 2017

To ostatni moment na sanację dziennikarstwa

24 lipca 2017 roku Rada Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk wezwała m. in. dziennikarzy do trzymania swojego języka na wodzy:

Prezydium Rady Języka Polskiego stanowczo apeluje do polityków i dziennikarzy o zaprzestanie używania wyrazów brutalnych, deprecjonujących osoby i instytucje, określeń nacechowanych dużym ładunkiem ekspresji oraz niemanipulowanie znaczeniami wyrazów. Jesteśmy przekonani, że wszelkie sądy i oceny, nie mówiąc już o relacjonowaniu faktów, można wyrazić językiem etycznym i estetycznym, polszczyzną kulturalną i pozbawioną elementów brutalnych.

To ważna odezwa. Nie da się ukryć postępującej radykalizacji słów czy stosowania wyrażeń stygmatyzujących. Niestety, o ile nie pochwalam takich zachowań, to je rozumiem.
Źródło: https://pixabay.com/pl/maszyna-do-pisania-vintage-remington-1161519/ (licencja CC0 Public Domain)
Czasy, w których przyszło nam żyć, są skomplikowane. Istnieje potrzeba upraszczania rzeczywistości, tłumaczenia jej "na chłopski rozum". Oczywiście znalazły się osoby, które zechciały podjąć ten trud, przy okazji trywializując język. To wszelkiej maści internetowi "masakratorzy", którzy żyją z mówienia jak jest. Działają na YouTube, na Twitterze. Antagonizują przy tym odbiorców - najczęściej według linii podziału pewnych dwóch grup politycznych.

Ponieważ grzeczny, stonowany język nie obroni się sam i łatwo go zagłuszyć, dziennikarze "etatowi" wraz z redakcjami zaakceptowali taki ton debaty publicznej, samemu podsycając atmosferę. Nie jest niczym nowym oglądanie np. na belkach grafik ekranowych słów dotychczas używanych raczej w języku pospolitym.



Poza tym, że dzieli to odbiorców, niesie to inne zagrożenie. Skoro "my" nie różnimy się nawet kulturą od "masakratorów", to po co istniejemy? Po co nas słuchać? Nadchodzi czas odnowy etosu dziennikarskiego. Trzeba wyjść z tej spirali zatracenia póki jeszcze czas.

Czy ta odezwa RJP PAN kogoś skłoni do myślenia? Myślę, że nie. Czy coś lepiej działa na słupki oglądalności i czytelności od ubywatelskich barbarzyńców i dziesiątego zamachu stanu na demokrację? Czy coś innego bardziej nas dzieli?

piątek, 14 lipca 2017

Niedaleko pada Solorz-Żak od Wrocławia


20 lipca we Wrocławiu rozpoczną się Światowe Igrzyska Sportowe The World Games. Niedawno dowiedzieliśmy się, że niektóre dyscypliny będą transmitowane na różnych antenach Telewizji Polsat. Ale to nie jedyny związek Zygmunta Solorza-Żaka z tym pięknym nadodrzańskim miastem 😉
Źródło: Tomasz Stańczak/Agencja Gazeta
Zanim stał się właścicielem koncernu medialnego, zajmował się szeroko rozumianym handlem. Żeby nie wchodzić w detale – w 1988 roku założył spółkę Solpol zajmującą się importem towarów z Zachodu. Siedzibą przedsiębiorstwa był Wrocław.

To stolica Śląska stała się także miejscem pierwszej inwestycji budowlanej. Spółka Solpol w 1991 roku kupiła grunt przy ulicy Świdnickiej i 6 grudnia 1993 roku oddała do użytku dom towarowy pod jakże kreatywną nazwą Solpol.
Dawny dom towarowy Solpol we Wrocławiu. Autor: Volens nolens kraplak
W tamtym czasie Solorz-Żak nie był już zwyczajnym przedsiębiorcą. W 1992 roku nabył on gazetę Kurier Polski. Planował też start telewizji lokalnej we Wrocławiu, ale – jak sam mówił – nie chciał rozpoczynać nielegalnej emisji. Ówcześnie nadawała już tam Prywatna Telewizja Echo (która lada moment dołączy do sieci Polonia 1), ale działała na pograniczu prawa i bezprawia.

Telewizja Solorza startuje w 1992 roku pod kolejną kreatywną nazwą Polsat. Nie miała ona dużych związków z Wrocławiem. Za to w 1998 zaczyna się budowa kolejnego wrocławskiego domu towarowego: Solpolu II.

Mniej więcej w tym czasie zaczyna się współpraca Polsatu z ATM Grupą, wrocławskim producentem telewizyjnym. Duża część programów (Dwa Światy, Życiowa Szansa, Zerwane Więzi, niezliczone seriale...) jest owocem właśnie tego przedsiębiorstwa.

W tym miejscu warto wspomnieć o Świecie według Kiepskich. Został on dosyć luźno osadzony we wrocławskich realiach – o ile ul. Ćwiartki 3/4 nie istnieje, o tyle kamienica, w której kręcono pierwsze odcinki, stoi przy Podwalu 67. Solorz-Żak ponadto słynie z recyklingu. Wnętrza opustoszałego w tamtym czasie Solpolu stały się studiem dla reality show Bar.
Autor: Grzegorz Gołębiowski
Wracając do Solpolu: spółka Solpol planowała jego wyburzenie w celu budowy nowego obiektu, ale nie zostało to zrealizowane. Z drugiej strony – społecznicy chcieli wpisania domu towarowego na listę zabytków jako cenny przykład postmodernizmu – równie bezskutecznie.

Współcześnie do grona produkcji realizowanych we Wrocławiu dołączyła Pierwsza Miłość i – chociaż jest to ukrywane – cała masa paradokumentów. Firma je produkująca (Tako Media) także ma swoją siedzibę we Wrocławiu.

Solorz-Żak zainwestował także w piłkę nożną i stał się większościowym udziałowcem Śląska Wrocław. Inwestycja nie zakończyła się sukcesem i po paru latach wycofał się z niej. W tym samym czasie przy Stadionie Miejskim we Wrocławiu planował budowę centrum handlowego, ale ta inwestycja także nie została zrealizowana. Solorz-Żak przyjął za to 18 milionów złotych od miasta za to, że rozpoczął przygotowania do budowy i wykopał dziurę pod fundamenty.

Obecność Wrocławia w biznesach Solorza-Żaka i w samym Polsacie jest mniej więcej tak silna, jak w przeszłości obecność Krakowa w różnych produkcjach Grupy TVN. O tym, że twórca Polsatu jest nie tylko filantropem, ale także ciepło patrzy na swoje pochodzenie i miejsce inwestowania, niech świadczy np. to, w jaki sposób produkowano programy disco polo. Zajmowała się tym (i częściowo robi to do dzisiaj) spółka Goliat, której właścicielem jest brat, Zbigniew Krok. A ma ona swoją siedzibę w Radomiu, mieście pochodzenia Solorza-Żaka.

Źródła:
Europa na Świdnickiej, Wieczór Wrocławia, 1993
Telewizja satelitarna Pol Sat, Rzeczpospolita, 1993
Kariera Zygmunta Solorza, Duży Format, 2001
18 mln zł już na koncie Solorza-Żaka. Prezydent Wrocławia ma pomysł na "dziurę" przy stadionie, wp.pl, 2014

niedziela, 25 czerwca 2017

Mediów publicznych przygody z disco polo



Żyjemy w ciekawych czasach. Nikt rozsądny nie zaprzeczy, że disco polo wlało się szerokim strumieniem do mainstreamu. Był jednak nadawca, który dosyć konsekwentnie unikał tej muzyki.

Oczywiście mowa o Telewizji Polskiej. Ciężko mówić o bojkocie tego gatunku muzyki, na przykład w Wiadomościach pojawiały się nawet w okolicach 2011 roku informacje np. o popularnych utworach, ale TVP raczej stroniła od zapraszania artystów disco polo na organizowane koncerty.


Wszystko się kiedyś kończy i podczas okresu prezesury Jacka Kurskiego – kiedy trzeba rozpaczliwie walczyć o kondycję finansową – TVP „przeprosiła się” z gatunkiem i artystami. Dzisiaj po 20 we współpracy z muzyczną telewizją Polo TV wyemituje na żywo gale jubileuszową z okazji 25 lat disco polo.

Nie jest to miejsce na opinię o muzyce chodnikowej (zresztą współczesne piosenki naśladują europejski dance), ale konsekwencja Telewizji Polskiej w „niewspieraniu” disco polo była godna uwagi.

Co prawda w 1992 roku TVP1 wyemitowała galę piosenki popularnej i chodnikowej (i – z opinii sprzed lat – miało to być wydarzenie pokazujące tę kulturę z dystansu i z ironią), ale od tego czasu nastała cisza. Ani w festiwalach w Opolu czy Sopocie, ani w programach muzycznych nie prezentowano artystów tego nurtu. Nie jest to zresztą cecha wyłącznie TVP, Polskie Radio równie mocno stroniło od disco polo.

Ciężko publicznych nadawców za to krytykować. Disco polo lat 90. to nie tylko wesoła muzyka, ale także potężny biznes z dosyć niejasną sytuacją wydawców, których historia nierzadko zaczynała się przed 1989 rokiem. Opinia publiczna nie zmierzyła się tak naprawdę z „grabieżczymi” umowami, które gwarantowały firmom fonograficznym bardzo duże prawa odnośnie do twórczości. Dosyć znaczne związanie tej muzyki z Polsatem także jest dziwne. Jeżeli była ona popularna, to dlaczego zniknęła tak nagle w 2002 roku? Jeżeli disco polo stanowiło niemalże wyłącznie produkt polsatowski, to dlaczego ma dziwić ignorowanie gatunku przez inne media?

Zanim zaczniemy się cieszyć z powodu zakończenia marginalizacji tej muzyki (jak i kultury z nią związaną), należałoby się zastanowić, dlaczego tak łatwo mainstream przeszedł nad przeszłością gatunku. Jest pewne wytłumaczenie – pieniądze nie śmierdzą – ale za pomijaniem tego nurtu nie stały ówcześnie wyłącznie finanse.


Sama dzisiejsza gala nie robi na mnie specjalnego wrażenia, jeżeli już mam coś o niej powiedzieć.

Źródło grafiki: https://hdwallsbox.com/music-spectrum-disco-dots-colors-wallpaper-26293/