piątek, 15 września 2017

Magia montażu: walka o przetrwanie Wyspy przetrwania

W cieniu festiwalu w Opolu i koncertu Maryli Rodowicz na Polsacie wyemitowano drugi odcinek Wyspy przetrwania. Zgodnie z sugestią w podsumowaniu mojej recenzji, o przetrwanie kolejnego formatu w ramówce zawalczyła Nina Terentiew. Zaskutkowała ona przemontowaniem produkcji.

Efekty nieprzespanych nocy spędzonych nad montażem


Drugi odcinek tego reality show upłynął pod znakiem zmian. Od pierwszych chwil rzuca się w uszy nowy lektor. Dariusza Michałowskiego (prowadzącego program) zastąpił Radosław Popłonikowski i w swojej roli spisuje się dobrze. Czuć też, że jego słowom próbowano dodać nieco dramatyzmu i budowania napięcia. To całkowita odmiana po teatralnych kwestiach i wymowie Michałowskiego.
Nieco poprawiono także układ odcinka. Każda konkurencja rozpoczyna się wstawką filmową wyjaśniającą jej zasady. Podczas rywalizacji w czasie jej trwania w zasadzie nie wybrzmiewają słowa prowadzącego, bo zostały perfidnie zagłuszone nowym lektorem. Dariusz Michałowski musiał fatalnie wypaść w badaniach po ubiegłotygodniowej emisji... Generalnie całość została lepiej sklejona, doszły nowe podkłady muzyczne.

Zabrakło także konkursu SMS! Piekło zamarzło, polsatowski program bez nagabywania widzów o wysyłanie płatnych wiadomości!

Te i inne zmiany wyraźnie pokazują, jak bardzo ekipa z Jake Vision i Polsatu rozminęła się z oczekiwaniami widzów. Bardziej, niż sądziłem. Program po przemontowaniu ogląda się lepiej, ale pewnych rzeczy (jak nadal bezpłciowej części uczestników: to drugi odcinek, a tylko pojedyncze osoby wywołują emocje – czyżby casting nawalił?) już się nie wyeliminuje.

Surprise, surprise... i po niespodziankach


Warto w tym miejscu wspomnieć, że to nie pierwszy na Polsacie program (rozpaczliwie?) ratowany przed marginalizacją. Wiosną 2016 roku w czwartkowe zadebiutował Surprise, Surprise, jedna z ważniejszych marcowych nowości. Ach, co to była za porażka. Program zdjęto z anteny po pierwszym odcinku (!), nie zdobył sympatii widzów a jego oglądalność była wręcz katastrofalna (mniej, niż 7% widzów w czasie emisji wybrało Polsat).
Źródło: Ipla
Program wrócił... w wakacje. Pozostałe (zapłacone wcześniej) odcinki wyemitowano w czwartki przed północą. Do dzisiaj nie widziałem drugiego tak dziwnego czegoś. Jeżeli w ciągu pięciu minut narracja odcinka zmienia się z bardzo poważnej (wspomnienia bohaterów) na groteskową (rzucanie piłki przed widownię... tak, serio), to wiedz, że coś tu jest nie tak. Bardzo ciężkostrawne te niespodzianki.

Halo, Ostrobramska, mamy problem


Polsat ma twardy orzech do zgryzienia. Wyspa przetrwania jest prawdopodobnie jednym z najdroższych programów w ramówce. Wczorajsze zmiany dają nadzieję na poprawę oglądalności (chociaż akurat 15 września może być o to ciężko - Maryla Rodowicz zawsze przyciąga przed telewizory), ale każą się zastanowić, kto podejmuje decyzje o tym, jak przystosować dany format do polskich realiów. To nie pierwsza gwałtowna reakcja w odpowiedzi na porażkę audycji.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza